środa, 16 grudnia 2009

Prześladowca ( kruk )



[intro]

nasz chłopiec do utraty przytomności

milczy krzycząc tak dla ścisłości

bez poczucia głębszej bliskości

z powodu myślowych zawiłości

na stosie połamane kości

zabity jak pies bez litości

kruk posłaniec nieśmiertelności

leci by przekazać wiadomości

......


[biały kruk]

Człowieku ty jesteś szmatą
co ty mi tu pierdolisz
jak masz być wolny
gdy swoją duszę ku innej stronisz
mówisz że wolność swą bronisz
a jednak stale za czymś gonisz
i ciągle uciekasz
przed czym smoku uciekasz
jak każdy zagłady doczekasz..

[moje ja]

Zniszcz mnie
tylko na to czekam
zabij we mnie to co
zwano mianem człowieka
jestem samotną wyspą
zamkniętą przed światem
to co stało się ze mną
stało się też z moim bratem
moje serce winne być w skrzyni
a znajduje się w klatce
choć idę do sklepu to
wracam o pustej siatce
mózg wciąż mi wariuje
Nikt tego nie rozumie
Nikt nie umie
Nikt nie wie
boje się samego siebie
moje dłonie wstrząsem przepełnione
bo nie widzę ciebie
mam wszystko by mieć szczęście
a mnie to serdecznie jebie
przeglądam się w lustrze
przez mgłę widzę Mandriella
moje myśli to osamotniona cela
cierpienie i ból - tego się nie zapomina
kiedy non stop
gubi się znaczenie słowa „rodzina”
Ale ja twardo walczę
mam na sobie tarcze
na dzień codzienny starcza
lecz w pojedynkę długo nie powalczę..

[biały kruk]

zabijasz w sobie dusze
jebie ci się życie
ale ukazujesz że wszystko
jest w porządku
a wiem że myślisz "obym wytrzymał do piątku"
dlatego ciągle to robisz i ukazywać ci się muszę...

[moje ja]

odejdź proszę
przestań już mnie prześladować
nie potrzebuję już się chować
bo kocham gdy to uczucie zaczyna we mnie emanować
nie umiem normalnie funkcjonować
a nie będę egzystować
na bzdety nie będę czas marnować
i nie dam się temu przyporządkować
mnie nie możesz tak po prostu zaszufladkować bo
w twej szafie mogę eksplodować !!

[biały kruk]

A ta oczywista nieobecna ?

[moje ja]

Jest mi siłą mą największą
tą jedyną myślą najgorętszą
ale również mą słabością
mieszającą popiół z kością...

piątek, 4 grudnia 2009

Eminem na święta !




Wiadomość o bonusowej płycie wydawanej przez Eminema już za kilkanaście dni jest dla mnie zbyt wielką radością, żebym ten temat przemilczał ;)
Dlatego też prezentuję Wam oficjalną tracklistę i okładkę albumu.



Album "Relapse: Refill" będzie zawierał drugi dodatkowy dysk z siedmioma nowymi utworami.

1. Forever ( utwór oraz teledysk krążą od września po sieci, genialny kawałek, dlatego cieszy mnie to, że będę mógł go mieć na krążku )
2. Hell Breaks Loose
3. Buffalo Bill

4. Elevator ( kawałek promujący bonusową CDkę, możecie sobie przesłuchać na moim blogu w okienku nad BLIPem )
5. Taking My Ball ( piosenka też mniej więcej od listopada krąży po sieci, ponieważ Em zrobił ten numer do Gry DJ HERO )
6. Music Box
7. Drop The Bomb On 'Em

Kolejny studyjny album Eminem'a pt. "Relapse 2" trafi do sklepów w przyszłym roku.


"Chcę dać fanom więcej, tak jak zapowiadałem. Mam nadzieję, że zadowoli to ich oczekiwanie na Relapse 2. Razem z Dre i paroma innymi producentami takimi jak Just Blaze poszliśmy w zupełnie inną stronę, niż planowaliśmy. Nowe numery brzmieć będą całkiem inaczej, niż te, które pierwotnie miały znaleźć się na Relapse 2. Ale nie zmienia to faktu, że chce dać je ludziom." - tak całą ideę podsumował Marshall.

Płyta "Relapse: Refill" powinna ukazać się w sklepach 21 grudnia tego roku ;)
Czekam, i ostrzę uszy ;)

wtorek, 1 grudnia 2009

Opowieści miejskie



Z domu wychodzę i idę na przystanek
Znowu w busie czeka mnie mnóstwo niespodzianek
Zajeżdza niskopodłogowy -
wchodzę i staję obok stadka koleżanek
Kiedy kierowca rusza -
kończy się międzyprzystankowe zamieszanie
i zaczyna się gadanie :
-Wiesz - Igor ostatnio zostawił Anię
-Co za palant - należałoby mu się lanie
-No to ty - facet zasłużył na lepsze traktowanie
-Ja bym mu zapewniła to, czego nie dadzą mu inne panie
i tak dalej tego typu sranie w banie…
Odchodzę dalej bo wkurza mnie takie rozmawianie
Choć jeszcze bardziej drażni mnie ciągłe miejsc zmienianie
Tyłem nie - więc siadają przodem
Daleko od drzwi bo przy otwieraniu wieje chłodem
I koniecznie na jednoosobowym
Bo jeszcze się kurwa czymś zarażą od tego typka
Siedzącego na dwuosobowym…


Od początku do końca trasy aż kipi od błazeństwa
Jeżdżąca puszka tłoku szpanu i pozerstwa
Pełno gadulstwa gapiostwa i frajerstwa
Kompletna mieszanka od burżujstwa do menelstwa
To właśnie komunikacja miejska -
Najlepszym pryzmatem społeczeństwa


Przechodzę na tył autobusu
Mijam ładną pannę czytającą „W głębi lasu”
Zaraz za nią skłóconą parę siedzącą ze sobą jakby z przymusu
Obok jakieś dwa żule i aż czuć że przesadzili z ilością spirytusu
Za nimi jakiś facet wyzywający babkę wyglądającą jak po retuszu
Rząd dalej facet bujający głową ze słuchawkami wystającymi z uszu
Dalej już tylko wrogo patrzące mohery
Aż się rzygać chce - jeśli mam być szczery..
Siadam w ostatnim - z lekka pustym rzędzie
I już wiem że jestem w błędzie i co za chwilę będzie
Bo zbliża się przystanek - wsiadają ludzie
A obok mnie siada para lekomanek
Z lekka przyćpane gadają o ostatnich wyczynach z użyciem kajdanek
I o planach gry w przebraniu Egipcjanek
Osz kurwa - trafił mi się mix narkomanek nimfomanek
Nie ma to jak pozytywny poranek…


Od początku do końca trasy aż kipi od błazeństwa
Jeżdżąca puszka tłoku szpanu i pozerstwa
Pełno gadulstwa gapiostwa i frajerstwa
Kompletna mieszanka od burżujstwa do menelstwa
To właśnie komunikacja miejska -
Najlepszym pryzmatem społeczeństwa


Pół godziny już minęło
Kilka osób kichnęło i kaszlnęło
Kilka innych osób wrogo na nich łypnęło
Wszyscy źli że w tym busie utknęli
Ale zaciskając zęby w swoją stronę brnęli
Ktoś kogoś nadepnął ten tego odepchnął
Nikt jeszcze się nie uśmiechnął
Babka zapytała o trasę facet przytaknął
Zaraz potem jej plecak rozsunął
I portfel zapierniczył grubszą forsę odliczył
I na miejsce dyskretnie odłożył
Przy drzwiach tłum się stłoczył
Kierowca drzwi otworzył i
delikwent szybko z busa wyskoczył
kierowca drzwi zamknął i ujawniły się kanary
w tym momencie nie jeden zrobił się białoszary
skończyły się darmowe czary
jakieś dwie gówniary udawały że omdlały
lecz kanary się nie na stary numer nie nabrały
dziewczynki drżały i płakały o litość błagały
że niby drobnych nie miały i że na następnym wysiadały
te i inne teksty nic nie dały kanary karę wypisały
ów panienki się za darmową przewózkę doigrały…


Od początku do końca trasy aż kipi od błazeństwa
Jeżdżąca puszka tłoku szpanu i pozerstwa
Pełno gadulstwa gapiostwa i frajerstwa
Kompletna mieszanka od burżujstwa do menelstwa
To właśnie komunikacja miejska -
Najlepszym pryzmatem społeczeństwa


Bus już dojeżdża do pętli
A ja znowu nasłuchałem się bzdur i bredni
Jakie ludzie pletli
Kanary gapowiczy wymietli
Przyjdzie mi jeszcze tym busem wracać
Więc żeby nie dopłacać muszę kupić bilety
Miesięczny już mi się skończył - niestety
Ciekawe jakie usłyszę bzdety
I jakie będą Mapety w drodze do mieszkania..

------------------------------

Pomysł na tekst narzuciła mi Emma
za co wielkie dzięki
przez Ciebie znowu miałem powód
by wziąć długopis do swej ręki

Mam nadzieje że mniej więcej o to Ci chodziło ;)

środa, 25 listopada 2009

Falkon 09


Przygoda z Falkonem 09 rozpoczęła się dla mnie w piątek weekendu falkonowego o 5 nad ranem, kiedy to załadowany torbą pełną podstawowych rzeczy na te 3 dni, wsiadłem w pusty tramwaj i obserwowałem Katowice z perspektywy wczesnego poranka, kiedy to miasto dopiero zaczynało się budzić do życia. Zajechałem na dworzec główny, kupiłem bilet i w drogę do Bydgoszczy, gdzie miałem się spotkać z Mandem i stamtąd już razem podróż do Lublina. Większość drogi do Bydgoszczy przespałem, dlatego miałem wrażenie, że cała trasa trwała 2,5 godziny. Będąc na miejscu, chwilkę poczekałem na zjawienie się Manda i w końcu pojechaliśmy na Falkon. W pociągu zdążyliśmy się miło wczuć i nastroić na dobry weekend za sprawą ciekawych rozmów na tematy przeróżne, oraz starych dobrych %. W Lublinie byliśmy późnym wieczorem, z mapą w rękach szukaliśmy odpowiedniego przystanku PKS, żeby móc dojechać na teren konwentu. Przy okazji natknęliśmy się na śmieszy dla nas akcent pewnego młodziana, który za dużo wypił, i był za bardzo waleczny, więc jakiś trzeźwy facet naklepał mu tu i ówdzie. Kiedy dojechaliśmy do WYSPY zrobiliśmy krótkie rozeznanie - „gdzie co jest” i - bez wymaganej wiedzy o darmowym autobusie - wybraliśmy się na pieszą wycieczkę do szkoły z noclegiem. Zmęczeni podróżą i ciężkimi bagażami liczyliśmy na szybkie zameldowanie w szkole i zasłużony odpoczynek na jakiejś sali, niestety nasze oczekiwania dość szybko zweryfikowali ochroniarze stojący na korytarzu Herbertowskiej szkoły. No Inwigilacja była. Kontrola osobista, kontrola toreb i.. konfiskata. Mando coś tam próbował wywalczyć na dworze, ale ochroniarz był mocno dociekliwy. Na szczęście okazał się też człowiekiem, i mogliśmy napić się piwka na placu zabaw przed szkołą. Tak nam zleciał jakiś czas - znowu na ciekawych rozmowach w sumie o wszystkim. Wróciliśmy do szkoły z zamiarem położenia się w jakiejś sali, lecz i tu pojawił się problem, bo sale były albo pełne, albo tam gdzie jeszcze znalazłyby się miejsca - wszyscy spali w ciemnościach. Dlatego też położyliśmy się na korytarzu, co tak na dobrą sprawę okazało się dobrym posunięciem, bo rano nie mieliśmy pobudki w smrodzie ani żadnych innych niespodzianek.



Rano okazało się że nie ma do dyspozycji gości pryszniców, jedynie umywalki. Poradziliśmy sobie jednak. Toć duzi z nas chłopcy. Po ogólnym ogarnięciu się i przejrzeniu programu falkonu zapytaliśmy ochronę o jakiś transport i na nasze szczęście zdążyliśmy na autobus. Tym sposobem przechodzimy do spraw czysto konwentowych. Ludzka ciekawość zaprowadziła nas na każde piętro, przejrzeliśmy większość wystaw, zastanawialiśmy się w końcu nad jakąś prelekcją, ale z braku takowej interesującej postanowiliśmy się jakoś posilić. O 11:00 wybraliśmy się na prelekcję Jakuba Ćwieka : „Przepraszam najmocniej, ale wgryzł mi się pan w nogę, czyli cała prawda o kanibalizmie”. Aula była wypełniona po brzegi, a prelekcja prowadzona była na zasadzie kontaktu ze słuchaczami, co uważam za dobre i sprytne posunięcie, bo śmiechu było sporo, a praktycznie wszyscy uważali. Sam temat potraktowany luźno, z jajem. Słusznie, bo na makabrę przyszedł czas później, podczas prelekcji Rafała Orkana Ale po kolei.

Rano, tuż przed prelekcją o kanibalizmie spotkaliśmy się z Patrycją i Kubą Ćwiekiem, co dla mnie było pierwszym takim spotkaniem, bo z tego co wiem, Mando miał już kilka (naście?) spotkań z Jakubem. Spodobało mi się to, że facet jest tak na dobrą sprawę bardziej fanem niż pisarzem. Praktycznie cała sobota przeleciała nam właśnie w gronie Patrycji i Kuby, co dla mnie zaowocowało zapisaniem się do Śląskiego Klubu Fantastyki, oraz dobrą znajomością z Patrycją i Kubą, aczkolwiek z Jakubem jak dotąd trochę mniej, bo chłopak ostatnio często w rozjazdach jest. Poza wyżej wspomnianymi osobami spotkaliśmy się z Zimkiem - użytkownikiem naszego forum ( GWKC ), tu z kolei było trochę odwrotnie, bo z Zimkiem ja zdążyłem się już dość dobrze poznać wcześniej, a dla Manda była to nowa znajomość. Przy okazji pozdrawiam Zimka ;) W międzyczasie przewinęło się jeszcze kilka osób w naszym gronie. Szkoda, że Zimek w niedzielę nie mógł dołączyć do księgarni Solaris na wspólne zdjęcie.


Kurde, znowu skaczę po wydarzeniach.

Po prelekcji Ćwieka na bodajże dwie godziny odpuściliśmy sobie jakiekolwiek prelekcje i konkursy, wybraliśmy się na poszukiwanie jakiegoś napoju chłodzącego ( z marnym skutkiem ), i coś zjeść ( z dobrym skutkiem ). W międzyczasie zaopatrzyłem się w dwie książki i koszulkę z motywem z Dystryktu 9. O 14 rozpoczął się „Konkurs z wiedzy o horrorze”, prowadzony przez Roberta Lipskiego, tego Lipskiego co kilka książek Stephena Kinga przetłumaczył. Konkurs odbył się w miłej, przyjacielskiej wręcz atmosferze. Podzieliliśmy się na pięć drużyn, i nasza wygrała zdecydowanie, nie mniej jednak przez pierwsze sześć rund szliśmy łeb w łeb z konkurencyjną drużyną. Co prawda wygraliśmy drużynowo, ale bez wiedzy Manda i Kuby na pewno byśmy tego nie dokonali. Także szacuneczek panowie, reszcie pozostaje nadrabiać ;) Po konkursie Patrycja, Zimek i ja poszliśmy na prelekcję Rafała Orkana „Ludzie-słonie, czyli rzecz o prawdziwych mutantach”. Prowadzący to spoko facet, ale czuć było że jest zestresowany podczas prowadzenia prelekcji, mi jednak taki sposób prowadzenia absolutnie odpowiadał i nie przeszkadzało mi to, że były momenty ciszy lub zaglądania do „ściągi”. Zapewne miałbym tak samo. Sama prelekcja poruszała temat przeróżnych mutacji w ludzkim ciele. Temat jest mi bliski, bo sam się tym dość mocno interesowałem swojego czasu, więc Rafał zaskoczył mnie tylko kilkoma zdjęciami i chorobami. W każdym razie - wachlarz schorzeń był olbrzymi - od człowieka słonia, przez ludzi drzewa, krabowatość kończyn, guzy, dodatkowe kończyny, bliźnięta syjamskie, po martwe płody, i płód arlekina. Wielu ludzi odpuszczało sobie po kilku schorzeniach, jednak Ci, którzy zostali, to ludzie, do których została skierowana ów prelekcja. Nie chodzi o to, że mamy jakiegoś schiza na punkcie cierpienia innych, bo nikt nie odważył się tam z czegoś śmiać ( choć wisielczy humor był ), ale po prostu staramy się otworzyć na ów mutacje i zdobyć w tym zakresie jakąś wiedzę. Kuba został na jakimś konkursie a Mando z doskoku to pojawiał się, to znikał z prelekcji o mutantach.

O 17.30 odbył się „Konkurs wiedzy o Harrym Potterze”. Wiedza prowadzącego była naprawdę porażająca, widać że chłopak tym żyje i ma z tego frajdę. Nie zdziwiłbym się, gdyby był prowadzącym jakiejś strony internetowej o HP. Sala była pełna, chętnych mnóstwo, wiedza tych chętnych zróżnicowana, tak jak i pytania, bo były takie, że człowiek lał ze śmiechu np. „czym zajmowali się rodzice Hermiony” i, tak dla kontrastu „ jaki przedmiot można było odrzucić po pierwszym roku nauki” gdzie odpowiedź znajdowała się w jednym zdaniu w jednym z rozdziałów w jednej z książek. Naszej drużynie udało się przejść kwalifikacje, i kilka kolejnych etapów, by finalnie rozłożyć się na wyżej wypisanym pytaniu w półfinale. Duże brawa dla Zimka, bo w tym konkursie przodował i kilka razy rzutem na taśmę znajdował w swoim magazynie pamięci prawidłową odpowiedź. Podczas tego konkursu zaobserwować można było, jak mocno i poważnie niektóre drużyny podchodzą do tematu - agresja aż wylewała się z sali, podobnie jak wzajemne pretensje i walka o każdy punkt.



Po 20.00 razem z Patrycją, Kubą, i kilkoma osobami z ŚKFu wybraliśmy się do centrum ( jakże ładnego nocą ) Lublina na porządne jedzenie. Za namowami Pati poszliśmy do Jesz Burgera, co było dla mnie taką mikro podróżą kulinarną ;) Lokal stylizowany na mocno amerykański, mnóstwo plakatów i motywów z amerykańskich filmów, miejsc itd. Do tego okraszony autoreklamą np. na plakacie z Popey’em napis na puszce szpinaku „ I LOVE JESZ BURGER” - sympatycznie. Jak nazwa lokalu wskazuje - specjalnością są burgery. Wszyscy zgodnie kupili jakiegoś burgera. Wszyscy byli zadowoleni. Ja również, bo burger znacznie różnił się od tego, co serwują nam w McDonaldach, czy budach przy dworcach. Smaczne, i treściwe. Do tego frytki z pikantnym sosem ( hura! Był naprawdę pikantny ) i piwko. Plus rozmowy. Czego chcieć więcej?


Po posiłku wróciliśmy na konwent celem ostatniego tego dnia konkursu : „W klatce” - prowadzonego przez Michała Oracza - twórcę gry planszowej Neuroshima HEX. Konkurs był fantastyczny, sam pomysł świetny - należało odgadnąć jaki to film za pomocą danej klatki z danego filmu. Każdy film podzielony na 5 poziomów trudności, punktacja w zależności od momentu odgadnięcia od 5 punktów w dół. Podzieliliśmy się na 3 grupy, a wiedza niektórych z nas ( ponownie Mando i Ćwiek, plus jeszcze jeden kolega ) porażająca. Ponownie powiem, że reszta powinna nadrabiać - w tym i ja. Konkurs zakończył się… remisem 94 : 94, a trzecia drużyna odpuściła sobie rywalizację po 3 rundzie. Zabawa była przednia, i aż żal że taki konkurs nie był odpowiednio rozreklamowany i nie został przeprowadzony na dużej sali z rzutnikiem.

Zabawa zakończyła się trzydzieści minut po północy, i razem z Mandem rzutem na taśmę zdążyliśmy na autobus do noclegowni. Na miejscu - oczywiście nadrobienie suchego dnia, i rozmów ciąg dalszy przy piwku do 4 nad ranem. W niedzielę rano obudziłem się w nie ciekawym stanie, ogólnie zmęczony, i przybity tym piwem, więc przez pół dnia byłem konkretnie rozbebłany. Mando chyba też nie czuł się najlepiej, bo tak jak sporo gadaliśmy w piątek i sobotę, tak w niedzielę raczej milczeliśmy. Co w sumie nie przeszkadzało. Konwentowa niedziela była słaba, ale jak to mówią stali bywalcy - to naturalna kolej rzeczy.

O 10.00 zajechaliśmy na miejsce, zjedliśmy coś, pobłąkaliśmy się po WYSPIE po czym o 11.00 wybraliśmy się na prelekcję/spotkanie autorskie ze Stefanem Dardą. Całkiem przyjemnie było. Pan Darda wydał mi się mocno stremowany, a momentami nasunęły mi się skojarzenia z fragmentem 1408 kiedy to na wieczór autorski z Enslinem przyszła garstka osób, a sam pisarz był zażenowany całym wydarzeniem. W wypadku Pana Dardy zastanawiałem się czy też się nie czuje podobnie. Szkoda, ale może przyjdzie czas, że i na Dardę zjawi się cała sala. Bądź co bądź jest to debiutujący pisarz. Przy okazji znalazło się kilka Kingowych akcentów, co nas - Kingowców strasznie ucieszyło. Od Darka Kocurka i rozmów jak doszło do ich współpracy, po pytania o Kinga oraz stwierdzenie że „gdybym znalazł się na bezludnej wyspie zabrałbym ze sobą książkę Stephena Kinga”. Mam nadzieję, na audiobook debiutanckiej powieści Dardy, jeśli takowy wyjdzie na pewno kupię. Potem wybraliśmy się na spotkanie autorskie Kuby Ćwieka w księgarni Solaris, gdzie chwilę pogadaliśmy, Kuba podpisał mi książki ( w tym Ciemność Płonie, na którą polowałem już od dłuższego czasu ).

O 13.00 pożegnaliśmy się z wszystkimi, wymieniliśmy się numerami z kilkoma osobami i pojechaliśmy w drogę powrotną. Na dworcu w Lublinie okazało się, że nie mam żadnego dogodnego połączenia do Katowic, ale po kilku rozmowach z kasjerką doszliśmy do porozumienia i pojechałem razem z Mandem do Warszawy, gdzie na Centralnym się pożegnaliśmy i życzyliśmy sobie dalszej przyjemnej podróży oraz rychłego spotkania na sylwestra. Mi przyszło spędzić w stolicy ponad 4 godziny, dlatego też odpowiednio wcześniej skontaktowałem się z moją dobrą przyjaciółką Olką, i po 15 minutach oczekiwania na dworcu podjechała po mnie i wyruszyliśmy najpierw na kawę na Nowy Świat gdzie troszkę pogadaliśmy, a potem wraz ze znajomymi Olki pojechaliśmy do Hokus Pokus na kilka jakże przyjemnych rozrywek ;) Ogólnie rzecz biorąc Ola i jej ekipa powitała mnie ponownie w Warszawie najlepiej jak mogła, za co z tego miejsca wielkie dzięki, bo było genialnie. Pozdrowienia dla Valdesa i reszty ;) Do następnego razu, może tym razem znowu w Częstochowie? O 21:00 odwieźli mnie na dworzec, skąd pojechałem już prosto do Katowic międzynarodowym pociągiem, więc obyło się bez zatrzymywania wszędzie gdzie popadnie. Przed Katowicami były tylko 2 przystanki, z czego jeden w Sosnowcu, także podróż była szybka. Około 1 w nocy byłem już w mieszkaniu.


Podsumowując, Falkon 2009 był dla mnie wspaniałym przeżyciem, pierwszym tego typu spotkaniem fanowskim na taką skalę, i już wiem, że wybiorę się na inne bez chwili zastanowienia, a tych, którzy się wahają informuję, że nie warto się zastanawiać, odkładać kasę na podróż ( jeśli mieszkacie gdzieś dalej ) bo dla tych 3 dni w zupełnie innym świecie warto wydać każde pieniądze.



Moja Galeria zdjęć

Galeria zdjęć Manda

Moje filmiki z F09


Pomijając samo wydarzenie, spędziłem czas w bardzo zacnym gronie zacnych ludzi, pogłębiłem swoją znajomość z Mandem i Zimkiem, co bardzo cieszy, oraz wytworzyły się dla mnie nowe znajomości, dzięki czemu Katowice stały się dla mnie jeszcze bardziej magicznym miastem, i z dnia na dzień poznaję coraz to nowe ciekawe i fajne osoby, co bardzo cieszy. Także dzięki Pati, Kuba ;)

Następnym tego typu ciekawym wydarzeniem, ( z tym że czysto towarzyskim ) będzie XVI Zjazd Klubu Miłośników Grozy w Bytowie, na który zapraszam niezdecydowanych.

Miejsca jeszcze są ;)


wtorek, 17 listopada 2009

Wyniki Sondy oraz wynikające z niej konsekwencje

Cześć Wam ;)

Jakiś miesiąc temu postanowiłem zrobić sondę, żeby wyjść na przeciw swoim nielicznym, aczkolwiek wiernym czytelnikom. W ów sondzie dałem Wam do wyboru kilka propozycji z mojej strony, i wyniki mówią same za siebie :

Czego powinno być więcej na tym blogu :

Rymów
8 (44%)
Recenzji filmów
1 (5%)
Recenzji książek
0 (0%)
Rezenzji muzyki
1 (5%)
Przemyśleń
7 (38%)
Różności
1 (5%)
Innych rzeczy
0 (0%)

W głosowaniu wzięło udział 18 osób, z czego zakładam 8-10 to stali bywalcy. Reszta zapewne z doskoku, albo zareagowała na moje opisy na gg. ( Oczywiście mogę się mylić, i zdecydowana 17 odwiedza czarne pióro dość często, aczkolwiek ogranicza się do czytania, w takim wypadku przepraszam tych, w których nie wierzę )

Moja wesoła twórczość wygrała z moimi przemyśleniami, ale dość niezdecydowanie, bo 1 głosem.
Pozostałe 3 głosy poszły na recenzje filmów, muzyki oraz różności.
Nie pozostaje mi nic innego jak zrealizować Wasze prośby, zakasać rękawy, wysilić mózgownicę, i się nie opierniczać pisarsko, co mi się nagminnie zdarza. Ostatnimi czasy piszę jak już mnie nałóg pisania zaczyna podgryzać od środka, w taki sposób, że jak niczego nie napiszę, to chodzę zły i rozdrażniony..
Muszę się usystematyzować.
Może też ta sonda miała temu służyć, choć przyznam że jej wynik mnie zaskoczył, w dodatku bardzo pozytywnie, bo myślałem że ludzie mają dość mojej pisaniny i plucia wersami. Jak widać nie, co motywuje. Dzięki.

Myślałem też, że wielu z Was opowie się za recenzjami, czy tworami recenzjo - podobnymi, a tu na drugim miejscu przemyślenia ;) Fajnie, ciekawie.
Zastanawiam się tylko co w tych przemyśleniach zawrzeć ?
Prywatne rozmyślania, kontynuację swojej "Podróży kulinarnej", czy też jeszcze coś innego ? Może sami coś zaproponujecie w komentarzach. Pożyjemy - zobaczymy.

No dobra, w takim razie czekajcie na następny rym ;)
Jednak wcześniej napiszę relację z Falkonu 09 co wpisze się w kategorię : Przemyślenia

Pozdrawiam i dzięki za głosowanie ;)